W ubiegłym tygodniu TVP w programie informacyjnym Teleekspres podała informację z Wąchocka. News dotyczył ściany szczytowej w prezbiterium kościoła klasztornego. Temat ściany podchwyciły starachowickie media, które w bieżących wydaniach zamieściły szerokie informacje o zabytku. Kronika Wąchocka poszła nieco dalej, opierając materiał na hipotezach i wiedzy autora:
W sierpniu ub.r ze ściany zdjęto tynk i jednolitą w barwie farbę. Dzięki temu odsłonięty został pierwotny wygląd. Obecnie uczestnicy nabożeństw i zwiedzający widzą mur zbudowany z ciosów kamiennych tworzących dwukolorowe pasy. (na zdjęciu odsłonięta polichromia z XIII lub XIV wieku)
Do budowy kościoła w Wąchocku na początku XIII wieku Cystersi używali ciosów kamiennych z czerwonego i białego piaskowca, którego kamieniołomy znajdowały się w okolicy. W południowej części doliny Kamiennej wydobywano piaskowiec czerwony. W północnej części znajdowały się złoża piaskowca białego (z szarym odcieniem). Nie pozyskiwano go z dna rzeki jak w swojej pracy o klasztorze opisuje pewna Internautka, a jej rewelacje pojawiają się po wpisaniu w wyszkiwarce hasła „klasztor – wąchock”.
Średniowieczni Cystersi lokalizowali klasztory na terenach obfitujących w materiał budowlany. Dolina Kamiennej i osada Camina (Kamienna) spełniała te warunki. Dzięki temu zastosowano sprawdzone w Italii rozwiązania architektoniczne zwane stylem romańskim. Brat Simon z Opactwa Casamari (Lazio), który budował tam kościół i klasztor zastosował gotowy projekt w Polsce.
Kościół klasztorny i sam klasztor z Lazio (budowany w latach 1203 -1217) do złudzenia przypomina klasztor w Wąchocku. Gdyby przyjąć, że budowa światyni i klasztoru w osadzie Kamienna trwała w latach 1220 – 1241 można śmiało przyjąć tezę, że frater Simon osobiście nadzorował budowę, a nie tylko sygnował swoim podpisem inskrypcję na murach kościoła. Ten sam średniowieczny architekt przyłożył swoją rękę do kształtu świątyni w Koprzywnicy (Fundacja 1185), która bardzo przypomina stylem budowlę w Wąchocku.
Kościół cysterski w Sulejowie – obecnie filia Opactwa w Wąchocku (fundacja 1176) również jest podobny.(na zdjęciu
nawa boczna i
kolumny w Sulejowie oraz ściana wschodnia prezbiterium)

(na zdjęciu Opactwo Fassanova we Włoszech) Średniowieczny styl cysterski cechowała prostota. Jedynym bogactwem była sztuka kamieniarska. Domyślamy się tylko, że wystrój świątyni był surowy, a ścian nie zdobiły żadne malowidła. Można sobie tylko wyobrazić, że wnętrze kościoła w Wąchocku wzorowane na włoskich budowlach przedstawiało się dokładnie tak jak mury zewnętrzne.
Już w 1260 roku wąchocki kościół i klasztor został zniszczony przez najazd tatarski. Wymordowano prawdopodobnie wszystkich mnichów. Ci którzy przybyli do Wąchocka ponownie i podjęli trud odbudowy, zastosowali nowe trendy w architekturze, czyli styl gotycki. To wówczas podniesiono dach kościoła i powiększono otwory okienne. Styl romański charakteryzował się tym, że budynki były przysadziste. Nad transeptem wznosiła się niewysoka sygnaturka. Nowy styl w architekturze nadał zatem nowy wygląd dachu. Bardziej strzelisty. Do dziś na zwieńczeniu ścian szczytowych (wyraźne na zdjęciu) są ślady przebudowy. Kolejni architekci nie zadali już sobie trudu, by zastosować dwubarwne ciosy, ale dzięki tej „fuszerce” łatwiej wyobrazić sobie jak w XIII wieku wyglądało romańskie zwieńczenie dachu.
(na zdjęciu obok scena męczeństwa Cystersów w 1260 r uwieczniona na barokowych freskach). Wewnątrz kościoła na drugim sklepieniu (centralna część transeptu) nie ma wzmocnienia żebrowo-krzyżowego. W wyniku pożaru w tym miejscu prawdopodobnie pod własnym ciężarem do wnętrza kościoła zapadła się romańska sygnaturka. Podczas odbudowy nie odtworzono już oryginalnego sklepienia, lecz wygładzono sufit i tak pozostało.Ten historyczny szczegół dotrwał do współczesnych czasów.
(na zdjęciu: kościół w Wąchocku, wewnątrz prezbiterium przed renowacją)Gdyby mury mogły nam opowiedzieć historię, pewnie dowiedzielibyśmy się jakie były koleje zmian w wystroju kościoła.
Gdy zdjęto tynk na ścianie szczytowej pojawiły się gołe ciosy kamienne. Ułożone naprzemiennie – białe i czerwone. Tak wyglądał zapewne cały kościół. Dwubarwny piaskowiec wypełniał wnętrze i odzwierciedlał ten sam pasiaty układ kamienia jak na zewnątrz. Widoczny bez problemu obecnie. Biały piaskowiec jedynie nabrał odcienia szarości (brudnej bieli) pod wpływem upływu czasu i warunków atmosferycznych.
Dziś zapewne już nikt nie pokusi się o odskrobanie wewnętrznych ścian do warstwy kamienia. Ci jednak, którzy byli świadkami demontażu ambony przed renowacją, pamiętają że za jej plecami znajdował się dwubarwny, nietynkowany mur. Obecny wystrój kościoła pamięta okres baroku. O wnętrza zadbali wówczas polscy opaci pochodzący ze szlachty. Pojawiły się złocenia i freski autorstwa Andrzeja Radwańskiego, który malował je w latach 1740 -1750. Barokowa ambona musiała już być zamontowana, więc malarz pod nią nie położył pędzlem ani jednej warstwy farby. Barokowe dzieło nie zostało docenione przez kolejnych gospodarzy kościoła.
W połowie XIX wieku freski Radwańskiego zamalowano ponurą warstwą malowideł przedstawiających sceny z Ewangelii. Te ostatnie zeskrobano w latach 90-tych XX wieku, a odłonięto i odrestaurowano freski Radwańskiego . Na pamiątkę pozostawiono tylko te nad chórem. Przedstawiają one autoportrety XIX wiecznych twórców.
(na zdjęciu ołtarz w trakcie prac konserwatorskich latem 2011 r) Fragmenty odkrytej polichromii znajdują na ścianie się poniżej ołtarza neoromańskiego z 1894 roku. Jest ona w miejscu niedostępnym dla wiernych i turystów. Ściana ta, która od sierpnia prezentuje się tak jak w XIII wieku nadal kryje w sobie wiele tajemnic. We wnęce muru, tam gdzie znajduje się obraz Matki Bożej, było pierwotnie jedno z trzech okien prezbiterium. Zarys zamurowanego średniowiecznego środkowego okna wyraźnie widoczny jest od strony ogrodu. Przedsoborowy ołtarz skrywa we wnętrzu inny cenny zabytek (o tym Kronika informje jako pierwsza). Płytami kamiennymi pod koniec XIX wieku obudowano poprzedni ołtarz. Czyżby ten pamiętający początki świątyni? Nie wiadomo. Po konsultacjach z konserwatorem zdecydowano się nie rozbierać ołtarza, by dotrzeć do środka. Bynajmniej oficjalnie nic nie wiadomo o tym, by prowadzono szczegółowe badania.

(na zdjęciu obok ołtarz przed renowacją) Pod koniec XIX wieku nie przykładano większej wagi do zabytków. Ołtarz uznano za przestarzały i zakryto go nowym – neoromańskim(na zdjęciu z krzyżem w centralnej części). Warto pamiętać, że od 1819 roku Cystersów, jako prawowitych właścicieli obiektów w klasztorze już nie było. Klasztor był administrowany przez wysłanników cara Rosji. O tym jak małe znaczenie miały pamiątki po średniowiecznych kamieniarzach dla nowych gospodarzy, świadczą zniszczone wsporniki w kapitularzu.
Po prostu nie mieściły się tam żłoby dla koni, więc podcięto kamienne filary. W kapitularzu (na zdjęciu obok)urządzono stajnię dla koni. To właśnie to pomieszczenie uważane jest za najcenniejszy zabytek architektury XIII wiecznej.
Jaki byłby dziś kościół Cystersów w Wąchocku, gdyby nie fatalne koleje jego historii. Wspomniany obiekt w Lazio (Opactwo Casamari) do dziś stoi w nienauszonym stanie. We wnętrzu nadal panuje surowy cysterski styl. Ścian nie zdobią malowidła. Nie uświadczymy bogatych zdobień. 
Czas zatrzymał się tam w XIII wieku, a Cystersów wygnał z opactwa Napoleon w XIX wieku. (na zdjęciach kościół Opactwa Casamari)
Klasztor w Wąchocku mimo wszystko i tak miał wiele szczęścia. W 1863 roku wokół klasztoru zebrali się powstańcy styczniowi. Za ich obecność w Wąchocku car pozbawił miasto praw miejskich, ale samego klasztoru nie zniszczył. W budynku funkcjonował lazaret i Zarząd Górniczy.
Przed kasatą w 1819 roku Cystersi odbudowywali go wielokrotnie po zniszczeniach i pożarach. Zmieniał się kształt krużganek. W XV wieku podniesiono poziom posadzki i poziom wirydarza. Możliwe, że w XIII wieku zewnętrzne ściany krużganków były drewniane tak jak w Koprzywnicy. W Koprzywnicy nigdy nie zostały odbudowane po pożarze. Pozostały tam jedynie ślady na murach i rzut poziomy podmurówki świadczący o ich istnieniu. W Wąchocku mogło być podobnie. Czy ślad po drewnianych krużgankach (o ile takowe były) zaginął bezpowrotnie? W XV i XVII wieku doszło do wielkiej przebudowy klasztoru. Zmienił się również wygląd murów otaczających wewnętrzny dziedziniec. Po przebudowie zyskały kształt strzelistych łuków z prostokątnymi oknami.
Dobudowano piętro, które zakryło elewację południową kościoła.(na zdjęciu wnętrza klasztorne w części klauzurowej. Odsłonięto oryginalne podpory) W Casamari podobne miejsce pozostało nie zabudowane. Dlatego tam południowa elewacja koscioła jest dobrze widoczna. W Wąchock w tym miejscu jest obecnie piętro klasztoru.
Całe szczęście, że żaden z restauratorów obiektu w Wąchocku nie wpadł na „genialny” pomysł tynkowania kościoła z zewnątrz. Niektórzy badacze i znawcy sztuki romańskiej twierdzą, że wystarczająco zmienili wygląd zabytku, gdy dobudowali kruchtę. Przybudówka mieszcząca maszynerię i miechy organów zakryła przepiękny romański portal główny.
W Opactwie Casamari portal do obecnych czasów jest wyeksponowany. W Wąchocku zamurowano też drugie przejście z kościoła do klasztoru, które znajdowało się tu gdzie obecnie jest krypta majora Ponurego.
Wcześniej powiększono okna na modłę gotycką, ale na szczęście pozostawiono te po stronie południowej (na zdjęciu). Obecnie małe romańskie witraże wychodzą do zabudowanej części klasztornej i widoczne są z krużganków. Uznano widocznie, że powiększenie ich nie ma znaczenia dla ilości wpadającego do kościoła naturalnego światła dziennego. Dzięki temu możemy dziś podziwiać prawdziwe okna romańskie.
Ile jeszcze niezbadanych tajemnic kryją milczące mury Opactwa w Wąchocku? W 2002 roku sensacją medialną było odkrycie średniowiecznych baz kolumn portalu głównego, które odkopano poniżej posadzki w kruchcie. To dlatego znajduje się tam dziś drewniana podłoga z wycięciem koło kolumn.
Poziom terenu wokół kościoła podniósł się przez stulecia. Gdy budowano świątynię zapewne wejście do wnętrza było po stopniu w górę. Trudno wyobrazić sobie, by woda deszczowa miałaby wlewać się do środka. Dziś mamy wrażenie, że do kościoła schodzimy stopień niżej. Z pewnością na wyższym od pierwotnego poziomie jest posadzka w nawach świątyni. To efekt conajmniej dwukrotnej wymiany posadzki w samym kościele. Ostatnio w 2004 roku.
Do zmian, które mogły zachwiać konstrukcję ścian prezbiterium, było wykopanie na przełomie XIX i XX wieku piwnic, które ciągną się pod podwyższeniem ołtarza, od ściany prezbiterium, aż do ściany północnej. Tam też znajduje się okno piwniczne i niewielkie wejście.
Piwnice wykorzystywane są obecnie jako krypty zmarłych opatów. Ściana prezbiterium, właśnie ta która po wewnętrznej stronie została odsłonięta w ubiegłym roku odchyliła na początku XX wieku od pionu. Przed rozsypaniem się uchroniła ją Boża Opatrzność i ludzie, którzy zapięli ściany żelaznymi klamrami. Do lat 70-tych ub. w od strony wschodniej podparta była drewnianymi klocami.
Tomasz Szczykutowicz

Szanowny Panie redaktorze, wolałbym aby Pana rzeka słów występowała na posiedzeniach radnych , a nie wypisywanie dociekań nie wnoszących wiele do zmiany życia mieszkańców Wąchocka. Dziękuję i życzę dużo zdrowia i pomysłów na Nowy Rok : )
od autora: Rzeka słów jest tu i tu. Czasem trzeba trochę publicystyki, bo byłoby nudno.Również pozdrawiam na Nowy Rok. T.Sz
Szanowny Panie Redaktorze, jestem bardzo zadowolony z opisu- naszego
Klasztoru na przestrzeni wieków- jaki Pan przedstawił, bo mieszkańcy Wąchocka winni być dumni z zabytkowej PERŁY jaka jest w naszym mieście.
Wiedza wzbogaca, dostarcza również wielbicielom Wąchocka argumentów do goszczenia u nas. (Przyjadą turyści, zmiany przyjdą pewnie na lepsze)
Pozdrawiam i proszę o jeszcze!
Nie rozumiem anonymousa. Uważam, że to bardzo dobrze, że autor opisuje ciekawostki związane z opactwem. Założę się, że wielu mieszkańców Wąchocka ma mgliste pojęcie o historii która dała Wąchockowi w prezencie taki obiekt. Ile jest takich w Polsce, a już w województwie niewiele. Myślę, że ta publikacja również wnosi coś dla czytelników i mieszkanców i takich informacji na tej stronie powinno być dużo więcej. Myślę też, że Pan Winiarczyk powinien nawiązać współpracę z Kroniką i publikować. Pójdzie w Polskę i w świat bo cenne teksty w „Dookoła Wąchocka” są dostępne w wąskim gronie i obawiam się, że tylko w Wąchocku. Pan Szczykutowicz wyszedł dalej i chwała mu za to.
Kadencja MRM trwa dwa, a nie cztery lata.