Tygodnik Starachowicki opisuje sytuację pani Wiesławy, mieszkanki ulicy Starachowickiej, której posesja ucierpiała po oberwaniu chmury. Kronika relacjonowała wydarzenie 21 maja br.
” Wąchock. Obietnice władzy. Nikt nie chce mi pomóc!” – grzmi tytuł na 1 stronie Tygodnika.
Mieszkanka zalanej posesji żali się dziennikarzowi, że minął miesiąc od katastrofy i nikt do dziś nie pomógł jej w oczyszczeniu rowu odwadniającego.
Telefony z redakcji do UMiG w Wąchocku były nie odbierane. Dziennikarz nie mógł skontaktować się ani z burmistrzem, z powodu wyjazdu, ani z jego zastępcą. Sama poszkodowana twierdzi, że w urzędzie odsyłana jest od Kajfasza do Annasza.
Dzwonię do urzędu i słyszę, że burmistrza albo nie ma, albo nie ma czasu – żali się pani Wiesława w Tygodniku. Wspomina również, że gdy była powódź władze od razu się pojawiły. Poszkodowana kobieta konkluduje, że chyba po to by się pokazać. Miała obiecaną pomoc od gminy, a do dziś nic się nie dzieje. Gmina twierdzi, że rów znajduje się na terenie prywatnym.
od autora:
21 maja otrzymałem telefon od Roberta Janusa, przewodniczącego Rady Miejskiej w Wąchocku z informacją o skutkach oberwania chmury na Starachowickiej. Jako radny (i dziennikarz) pojechałem na miejsce po drodze zabierając radnego Kazimierza Winiarczyka. Krzywdzące jest zdanie, że byliśmy się tam pokazać. Na miejscu staraliśmy się koordynować akcję ratunkową. Wezwaliśmy policję, która regulowała ruch, powiadomiliśmy służby sanitarne. Wspólnie prywatnym samochodem zrobiliśmy objazd rejonu gdzie przeszła nawałnica. Na sesji Rady Miejskiej, która odbyła się kilka dni później wnioskowaliśmy do burmistrza o zapoznanie się z sytuacją na ul. Starachowickiej i ul. Powstańców, gdzie żywioł dokonał zniszczeń. Działania jakie podjęli urzędnicy do dnia zbierania informacji przez Tygodnik są nadal przedmiotem zainteresowania radnych. /Tomasz Szczykutowicz/

