Z Warszawy wylecieliśmy z dwudniowym opóźnieniem. Podobno w Hanoi podczas kołowania przed startem pod naszym samolotem załamała się podmyta wodą płyta lotniska. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Linie lotnicze ukryły ten fakt przed opinią publiczną. Zaproponowano nam przelot dwa dni później. W piątek z kolei odwołano lot do Chicago (prawdopodobnie lecieć miał ten sam samolot). W rezultacie nasz boenig zapełniony był do ostatniego miejsca (ponad 240 pasażerów).
Pożytek dla nas był taki, że dzięki temu przesadzono do nas Piotra Wójcickiego, mieszkańca Wąchocka, który miał lecieć do Chicago. Wspólnie odbyliśmy 9,5 godzinny lot. Opóźnienie naszego wylotu w piątek wynikło z ewakuacji terminalu A. Opóźniony przylot do Nowego Jorku skutkował tym, że na odprawę wizową czekaliśmy ponad 3 godziny. Piotr pojechał do Chicago, a nas z lotniska odebrał o. Stefan Łaś, były Cysters, który obecnie jest proboszczem polskiej parafii pw. Matki Bożej Różańcowej w Passaic.
I tak to na amerykańskiej ziemi spotkali się opat cystersów i były zakonnik.


Następnego dnia, polski emigrant z 1957 roku Roman Kabara zabrał nas na północ USA. Dojechaliśmy do New Bedfort. Głównie odwiedzaliśmy polskie parafie i polskich księży. Gościnność tych ludzi przeszła nasze oczekiwania. W niedzielę ojciec opat odprawił Mszę ÂŚw dla Polaków. Nie było to nigdzie zapowiedziane. Nagle uczestnicy nabożeństwa zobaczyli ubranego w opacki strój liturgiczny nieznanego księdza. Ojciec opat wygłosił homilię, w której ze wzruszeniem mówił o historii swojej rodziny, emigracji i rozłące. Wśród wielu uczestników mszy pojawiły się łzy.

W poniedziałek ojciec opat Eugeniusz odwiedził dom rodzinny zmarłego 2 lata temu Richarda Sandersa. Wiele mieszkańców Wąchocka i Wielkiej Wsi pamięta tego amerykanina jako ofiarodawcę dla klasztoru i szkoły. W miejscowym kościele odprawił niezapowiedzianą Mszę ÂŚw. za duszę R. Sandersa, na której obecna była tylko jego rodzina. Ojciec opat podziękował rodzinie za dary dla Wąchocka. Zaznaczył, że zawsze chciał to uczynić osobiście.
Była też chwila by z okien samochodu zobaczyć kawałek Nowego Jorku i ziemi amerykańskiej.













Moj KAPLAN JEST W AMERYCE .PROSZE KSIEDZA OPATA JESTES CZLOWIEKIEM WIELKIM ,BARDZO WIELKIM AUTORYTETEM,DLA MNIE.WIELKI POKLON .PROSZE O KONTAKT I WIZYTE.MOJ EMAIL.GREGSOKOL@YAHOO.COM SERDECZNIE ZAPRASZAM OJCZE ELGENIUSZU.POZROWIENIA WIELKIE DLA WAS.MAM NADZIEJE ZE SIE SPOTKAMY.
PROSZE O KONTAKT gregsokol@yahoo.com.ojcze EUGENIUSZU BO TAK PAMIETAM JESTES MOIM AUTORYTETEM;POZDRAWIAM I SERDECZNIE ZAPRASZAM.PROSZE.
Ojciec opat prosi o podanie numeru telefonu. zadzwonimy. Pamięta cię i bardzo się ucieszył. Jego adres e-mail cistercium@wp.pl – tsz
Brawo Tomek z wielką radością przyjąłem Twoją relację z USA.To jest prawdziwa promocja Wąchocka!Ponieważ mnie odwiedza duża ilość ludzi w Wielkiej Wsi to wszystkim pokazuję tę relację.Pisz dalej co słychać w USA – szczególnie Polonii.Pozdrowienia dla O.Eugeniusz i Stefana Łasia.który często u nas w Wielkiej Wsi bywał , jak był w naszym Opactwie.Pozdrowienia dla wspaniałego wujka Prałata Franciszka.U nas
wiosna i przygotowujemy się do odebrania odznzczeń państwowych 31.03,2011 nadanaych przez Prezydenta Komorowskiego.Pozdrawiam.Sylwek R.
Stefan Łaś bardzo dobrze cię pamięta. dziękuje za pozdrowienia. Ja równiueż dziękuję za miłe słowa. gratuluję odnaczenia
wydaje mi się, że „CYSTERS” czy obecny czy były to jednak z dużej litery, (…),ale nie ja jestem od uczenia dziennikarzy języka polskiego… są dwie sźie szkoły na to. Przymiotnik czy rzeczownik lub nazwa własna.