(na zdjęciu Konrad Wojtachnio,był jednym z trzech radnych przeciwnych, by mieszkańcy zabrali głos na sesji.)
Na sesjach Rady Miejskiej w Wąchocku niemal zawsze wśród publiczności znajduje się mieszkaniec ulicy Partyzantów i nieco rzadziej mieszkaniec ulicy Błonie. W ubiegłej kadencji często zwracali się z pytaniami lub składali oświadczenia przed radnymi. Radni wyrażali na to zgodę. Tylko raz zdarzyło się, że takiej zgody nie było.
Sebastian Staniszewski, który w kadencji 2006 – 2010 był przewodniczącym Rady Miejskiej informował radnych, że mieszkaniec chce zabrac na sesji głos podczas realizacji punktu „sprawy różne”. Oznajmiał rajcom, że jeśli nie usłyszy głosu sprzeciwu mieszkaniec będzie mógł się wypowiedziec. Ten prosty wybieg przewodniczącego studził zawsze przeciwników wystąpień szarego ludu. Żaden radny nie chciał byc posądzony o niedemokratyczne postępowanie i protestów nie było. W obecnej kadencji wygląda na to, że obyczaj udzielania głosu osobom spoza rady może zniknąc. Na ostatniej sesji przewodniczący Robert Janus podobnie jak jego poprzednik poinformował radę, że dwóch mieszkańców chce zabrac głos, ale nie zwrócił się z pytaniem czy jest sprzeciw ze strony rady lecz zaproponował głosowanie czy głosu udzielic czy też nie.
Radny Daniel Szczodry chciał jednak dowiedziec się z jaką sprawą przyszli na sesję mieszkańcy. W tej sytuacji przewodniczący Janus zaczął dociekac co mieszkańcy mieszkańcy chcą powiedziec.
Suma sumarum obaj panowie zaczęli wyłuszczac radnym z czym przyszli. Przewodniczący zorientował się, że tym sposobem mieszkańcy bez zgody rady opowiedzą o swoich sprawach i po głosie z sali, by już nie robił przesłuchania mieszkańców zarządził głosowanie. Wyglądało to trochę tak jakby przewodniczący chciał cenzurowac wypowiedzi lub w najlepszym razie uzależnic zgodę od tego czy wypowiedź będzie miła, czy nie miła dla władzy. W głosowaniu przeciw udzieleniu głosu mieszkańcom byli radni Konrad Wojtachnio, Sylwester Rudzki i Robert Janus. Pozostali radni nie mieli nic przeciwko, by obaj mieszkańcy zabrali głos.
Wiadomo, że ci dwaj panowie w swoich wypowiedziach na wcześniejszych sesjach skupiali się na krytykowaniu poczynań władzy. Mieszkańca ulicy Błonie boli to, że urzędnicy ubiegłej zimy oskarżyli go, że wyrzuca śnieg na ulicę za co miał byc ukarany mandatem. Swoich praw dochodził przed sądem. Drugi mieszkaniec z ul Partyzantów domaga się od burmistrza odpowiedniego zarządzania zrzutami wody przed spodziewaną powodzią. Obaj mieszkańcy przedstawiają swoje racje szczegółowo co wzbudza pewną irytację słuchających, ale nie oznacza to, że nie mogą oni korzystac z prawa zabrania głosu jakie daje im statut. Zgoda radnych powinna byc zwykłą formalnością, tak by demokracji stało się zadośc. Interpretacja prawa kiedy zwykły mieszkaniec ma prawo do zabierania głosu to już inna kwestia. Statut tego nie precyzuje.
Dlaczego zatem przewodniczący demokratycznie wybranych przedstawicieli społeczeństwa jest niechętny wystąpieniom mieszkańców na sesji? Miniona sesja była jedną z najkrótszych. Trwała zaledwie 3 godziny. W tej sytuacji poświęcenie kilku minut na wypowiedź nie powinna byc problemem.
Czy najwygodniej dla niektórych radnych będzie, gdy na sesji obecni będą tylko oni sami?
Ciekawe czy Pan Wojtachnio jest równie demokratyczny na lekcjach w szkole.
Zapewne wpływ na frekwencję ma godzina rozpoczęcia zebrania. Jeżeli rozpoczyna się ono o godzinie 10.00 wtedy, kiedy zdecydowana większość mieszkańców jest w pracy, nic dziwnego, że przychodzi tylko albo aż 2 osoby. Skoro zebranie Rady odbywa się raz w miesiącu czy nie można zmienić godziny rozpoczęcia na bardziej przyzwoitą?