Już na wstępie Gazeta wyrokuje , że wybór burmistrza nie wzbudził większych sensacji, a za burtą znaleźli się dwaj czołowi działacze Leszek ?migas i Zdzisław Przygoda. Pierwszego Gazeta nazywa „znanym z ciętych wypowiedzi”, drugiego jako „bardziej doświadczonego i wyważonego w słowach”. Nie wiadomo na czym Gazeta opiera takie sformułowania. L. ?migas owszem miał podczas minionej kadencji wiele wystąpień na sesji, ale był to jedyny radny, który potrafił przeciwstawic się hurraoptymizmowi burmistrza i jego świty. Szkoda, że do czasu. Bo w pewnym momencie radny nieco sfolgował. Nieoficjalnie mówi się że stało się tak w trosce o posadę osoby z rodziny. Do tego doszła inwestycja gminy przy ulicy w Wielkiej Wsi, gdzie były radny, jego rodzina, oraz podwładny z ZDP mają łącznie 4 działki budowlane. Lobby, by pilnie budowac tam super drogę było bardzo skuteczne. Radny zamilkł i zapomniał o swoich ciętych wypowiedziach.
Radny Przygoda wielokrotnie w różnych rozmowach podczas oceny systemu zarządzania gminą miał bardziej „cięte” zdanie. Najwyraźniej powaga urzędu wiceprzewodniczącego Rady, nie pozwalała mu na bardziej dosadne wyrażenie oceny na publicznym forum. Przemiana w osobowości radnego Przygody nastąpiła w momencie, gdy znalazł się on w grupie wspierającej burmistrza Samelę. Efekt tej transformacji okazał się zgubny w skutkach dla Zdzisława Przygody. Jego dwaj partnerzy z listy burmistrza zasiadają dziś na sesjach, podczas gdy on jako lider tej listy i pewniak do mandatu został wyautowany. Doświadczenie samorządowe radnego Zdzisława nie podlega dyskusji. Doświadczenie to bywało często niewygodne dla rządzących. W rezultacie przyniosło wynik w wyborach. Wielka Wieś skąd pochodzi były radny Przygoda to niezwykle nieprzewidywalny elektorat. Burmistrz Samela, tak naprawdę wygrał I turę wyborów tylko dzięki poparciu Wielkiej Wsi, (niemal 500 głosów)ale jego PiSowski kontrkandydat zebrał tam również niezły wynik. Na tym tle kikunastogłosowe poparcie dla innych kandydatów pozostaje bez komentarza.
Wrócmy do artykułu Gazety. (an) twierdzi, że wielkim przegranym jest Andrzej Karykowski, były kandydat na burmistrza. Dlaczego przegranym? Niewielkie poparcie w liczbie ponad 100 głosów nie upoważnia do nazwania wielkim przegranym Kandydat nie był dotychczas znany w lokalnej polityce, pomijając bezimienny udział w charakterze członka pocztu sztandarowego AK.
Nazywanie kandydata wielkim przegranym jest wielkim nieporozumieniem. Wielki przegrany to byłby wówczas gdyby dotychczas był burmistrzem lub przynajmniej radnym. W kontekście wyników uzyskanych przez 3 kandydatów nie znanych wcześniej ze swoich ambicji wynik ten jest po prostu normalny i nie można go systematyzowac w granicach porażki. Gazeta Starachowicka w dalszej analizie wyborów zajmuje się wynikami głosowania na radnych. Pojawia się nazwisko Daniela Szczodrego – jako absolwenta stosunków międzynarodowych i syna byłego burmistrza ze 138 głosami. Jakie zasługi dla samorządu Wąchocka wniósł akurat ten radny Gazeta już nie przytacza. Kronika natomiast miałaokazję o to zapytac nowego radnego. Odpowiedział, że jego zasługą było wprowadzenie do rady w 2002 roku Sebastiana Staniszewskiego i w 2006 roku kierowanie sztabem tej samej osoby jako kandydata na burmistrza.
W dalszej części Gazeta wpada w zachwyt nad niezwykłym jak go nazywa kandydatem czyli Edwardem Lipcem z Wielkiej Wsi. Wynik jaki uzyskał (299 głosów) jest faktycznie niespotykany i rekordowy, ale jakoś medium ,które się tak nad tym zachwyca nie zauważyło, że kandydat wybiegł przed szereg i mimo promowania go jako kandydata z KWW obecnego burmistrza (razem z Przygodą i Wojtachnią) dodał on dodatkowy element kampanii w postaci własnych plakatów pokazującego go jako strażaka. Złamał on przy tym zasady kampanii i umieścił je w budynku użyteczności publicznej (remiza i świetlica) co jest prawem zabronione. Jakby tego było mało uparcie twierdził na tych plakatach, że jest kandydatem do Rady Miasta i Gminy. W gminie Wąchock nie ma takiej jednostki samorządu. Jest Rada MIejska. Wynika z tego że kandydat nawet nie wie gdzie kandyduje, ale nie ma się temu co dziwic. Jeszcze na wiosnę ta sama osoba jako komendant gminny Ochotniczej Straży Pożarnej nie potrafił odpowiedziec radnemu ?migasowi na pytanie o rozmieszczenie hydrantów przeciwpożarówych w gminie Wąchock. Ta kompromitacja komendanta przeszła bez echa.
W dalszej części artykułu (an) odnosi się do sukcesu Roberta Janusa, który jak twierdzi Gazeta „wygryzł” ze swego okręgu Leszka ?migasa. Troszkę to nie adekwatne porównanie, ponieważ obaj panowie w ubiegłej kadencji byli radnymi z tamtego okręgu. Jeśli można mówic o wygryzieniu to Leszka ?migasa wygryzła Bożena Markiewicz, która zajęła jego miejsce.